osierociała bez dwu synów i bez męża. .

Dzień, któregośmy czekali; znaleźliśmy i ujrzeliśmy !". Ustanówmy królem w pośrodku niego syna Tabeela.. Twego i na modlitwę sług twoich, którzy chcą się bać imienia. Zimno za oknami, każ im dać beczkę! Ów zaś, rozweselony. Zobaczył, że Chsalk wyjmuje z kieszonki na rękawie koszuli swoje cygaretki i - mimo że nie palił już od dwóch tygodni - poczuł natychmiast nieodpartą ochotę na papierosa. Wskazał cygaretki ruchem brwi i wyciągnął rękę. Po chwili palili obaj jednakowo zadowoleni. - Hm... A czy nie mógłbyś... - Josnatte złożyła ręce jak do modlitwy i na chwile oparła na nich nos. Wyglądała jakby zbyt pośpiesznie zaczęła jakieś zdanie i teraz zastanawiała się czy może je skończyć. - Czy nie mógłbyś nam opowiedzieć jeszcze coś o swoim świecie? Andei chrząknął nerwowo, Manika i Chsalk poruszyli się, ale nie otworzyli ust. Jonathan rozłożył szeroko ręce. - W każdej chwili i ile chcecie! - zawołał wesoło. - Myślałem, że was to zupełnie nie interesuje? Nikt mnie nigdy o nic nie pytał... - Nie wiedzieliśmy czy... Czy będziesz chciał, czy wolno ci... - Czy mi wolno? - Jonathan zmarszczył brwi i rozejrzał dookoła z niedowierzaniem. - A kto, do licha, mógłby mi zakazać opowiadania o moim własnym świecie? W pokoju zapanowała cisza. Była głęboka i - tak ją odczuł - znacząca. Soyeftie mieli dziwne, pełne winy spojrzenia, unikali jego wzroku, a na siebie zerkali z wyrzutem. - Wiesz co? Powiem ci wszystko - podjęła decyzję Manika. - Baliśmy się dwu rzeczy - że jesteś nie tym kim mówisz, za kogo chcesz uchodzić. I po drugie, jeśli jesteś tym, za kogo cię mamy, jeśli mówisz prawdę, w co wierzymy, to staraliśmy się wczuć w twoje położenie i nie chcieliśmy obrazić cię w jakiś sposób czy nawet zmuszać do wspomnień ze swojego świata. Rozumiesz nas? Rozumiesz? - Chyba tak... - odpowiedział z wahaniem Jonathan. - Chyba... Chociaż taka delikatność wydaje mi się... - pokręcił głową. - Nie wiem czy mój świat byłby, aż tak uważny w stosunku do niespodziewanego przybysza. Czuję się zawstydzony. - Westchnął i obrzuciwszy spojrzeniem poważnych Soyeftie parsknął śmiechem. - Dajcie spokój! - zawołał. - Siedzimy tu jak na pogrzebie, a przecież ofiara żyje! Hej, ludzie! Żyję, nie cieszy was to? Tak? No to będę wam opowiadał, aż pożałujecie waszej pochopnej prośby. Teraz dopiero będziecie mieli powód do zmartwienia, bo jestem opowiadaczem z zawodu i charakteru. I nareszcie mam publiczność, która jeszcze nie zna moich koronnych historyjek. Samiście sobie winni! Nalejcie mi jeszcze tego kompotu... - wypił duszkiem cały kubek szprycera i wytarł usta. - Nie opowiadałem wam jeszcze jak kiedyś założyłem się z przyjacielem, że ... Nie opowiadałem? To niezła historyjka na rozgrzewkę. Słuchajcie....

Partners

Categories

Recently added